joomla templates top joomla templates template joomla

Oszukiwali starsze i chore osoby przy sprzedaży mieszkań. Po sześciu latach, do sądu trafił akt oskarżenia w sprawie wyłudzania mieszkań od starszych, schorowanych, także chorych psychicznie, osób

info: UWAGA! TVN/x-news włącz . Opublikowano w Kraj kryminalne

 
Po sześciu latach, do sądu trafił akt oskarżenia w sprawie wyłudzania mieszkań od starszych, schorowanych, także chorych psychicznie, osób.
 
Początkiem tzw. „łódzkiej afery mieszkaniowej” była skierowana do redakcji Uwagi! prośba o pomoc. Nieżyjąca już Maria Ciesielska i jej siostrzeniec, po stracie mieszkania zabarykadowali się w lokalu na osiem miesięcy. Proceder ujawniliśmy ponad sześć lat temu, jeszcze przed postawieniem zarzutów w tej sprawie.
 
Zorganizowana grupa
 
Jak wyglądała struktura i sposób działania grupy, rozpracowanej przez naszych dziennikarzy? Prowadzący firmę pośredniczącą w handlu nieruchomościami ojciec z córką, podstępem zdobywali pełnomocnictwa do reprezentowania właścicieli mieszkań. Obiecywali im pieniądze i zamianę lokalu na mniejszy. Akty notarialne podpisywano u notariusz, według prokuratury, również członka grupy przestępczej. Kupował je kolejny członek grupy, który po remoncie sprzedawał je na wolnym rynku. Pokrzywdzeni zostawali z niczym.
 
- Zabrano mi mieszkanie własnościowe i zostałam z 12-letnim synem pod gołym niebem. Wynajmowałam kilka mieszkań, przez rok i trzy miesiące byłam w schronisku dla bezdomnych – opowiada Wiesława Rychter i dodaje: Dostałam od pani Sandry 20 tysięcy złotych. To miała być zaliczka, reszta po sprzedaży mieszkania. Zakończyło się tak, że podczas mojej nieobecności w domu ktoś wymienił zamki. Zostałam z niczym, miałam tylko skierowanie do Brata Alberta. Do dziś nie odzyskałam nic. To nie jest życie, to nawet nie jest wegetacja. Nie mam siły, nie chce mi się żyć.
 
 
- Syn sprzedał mieszkanie, bo nie miał pieniędzy by je utrzymać. Okazało się, że pani Sandra mu chciała pomóc. Dawała mu pojedynczo małe kwoty, ale on to przepijał, tak zaczął się jego problem alkoholowy – wspomina Lucjan Rydz, ojciec pokrzywdzonego.
 
Akt oskarżenia
 
Wysłany do sądu akt oskarżenia dotyczy dwudziestu trzech lokali. Większość z oszukanych podpisywała akty notarialne u tej samej notariusz. Wśród ofiar jest chory na schizofrenię wywieziony ze szpitala psychiatrycznego. Są osoby cierpiące na chorobę alkoholową i upośledzone umysłowo.
 
- Gdybyśmy oglądali każdą sprawę tylko na podstawie dokumentów, bez wyjaśnień, bez obejrzenia mieszkań, bez ustalenia stanu zdrowia poszkodowanych, można byłoby powiedzieć, że wszystko było robione w białych rękawiczkach, legitymizowane przez notariusza – komentuje Krzysztof Bukowiecki z Prokuratury Regionalnej w Łodzi.
 
Sądowy proces musi być przeniesiony do innego miasta. Pełniąca kluczową rolę w grupie pani notariusz to była sędzia Sądu Okręgowego w Łodzi. Jej mąż, który po wybuchu afery i zawieszeniu notariusz w pełnieniu obowiązków, przejął kancelarię, przez lata orzekał w wydziałach karnych. Jego żona konsekwentnie od początku nie przyznaje się do winy.
 
- Rola pani notariusz w tym układzie była nietuzinkowa. Wiadomo, że notariusz to osoba zaufania publicznego. To osoba, która legitymizuje działania. Bez jego działania do popełnienia tych przestępstw by dojść nie mogło – tłumaczy prokurator Bukowiecki.
 
 
Nie doczekali sprawiedliwości
 
Według wysłanego do sądu aktu oskarżenia nie żyje dziewięciu pokrzywdzonych. Sprawiedliwości nie doczekało troje bohaterów naszych reportaży. W tym pani Teresa Szamburska, której sprawa tak jak i kilka innych, początkowo została umorzona, a decyzję prokuratury podtrzymał łódzki sąd.
Polskie prawo pozwala na zawarcie z prokuraturą ugody w kwestii wyroku. Dzięki temu sąd może wymierzyć wyrok skazujący bez długotrwałego procesu. Warunek jest jeden - na ugodę oprócz prokuratury i sądu muszą się zgodzić pokrzywdzeni. Ze stanowiących trzon rozpracowanej przez nas grupy oskarżonych, tylko pani notariusz nie zdecydowała się na skorzystanie z tego przepisu.
 
- Trudno wycenić, ile warte jest siedem lat cierpienia. To, co przeżyłem, jest ciężkie do opisania – mówi Cezary Wieczorek, pokrzywdzony.
 
- Za dużą krzywdę mi zrobili. Niech siedzą. Nie chcę ich pieniędzy – dodaje Eugenia Jadczak.
 
Oskarżonej notariusz grozi nawet piętnaście lat więzienia. Wszyscy członkowie grupy na proces lub zawarcie ugody czekają na wolności. W tymczasowym areszcie spędzili od kilku dni do kilkunastu miesięcy.